20111105

Z LWOWA DO SYMFEROPOLA 2

Wsiadają nowi pasażerowie, min. nasi sąsiedzi z górnych łóżek. Jadą w sześcioosobowej grupie do Kercza, do pracy na platformach wiertniczych. Na stoliku rozkładają swoje wiktuały i butelki - niby dwie mineralki, ale w jednej jest samogon. Niestety, nie mają w czym rozrobić. Widząc ich bezradne miny podsuwam mój dzbanek na gorącą wodę. Są tak uradowani , że od razu zawiązuje się drużba między nami. Częstują nas nie tylko samogonem ale i ... pieczonymi udkami kurczęcia. A my już jesteśmy tak najedzeni pierozkami ! Samogonu próbujemy tylko po kieliszku bo (ech..zupełnie nie w porę!) przypomniał mi się film dokumentalny na BBC o zatruciach alkoholowych w Rosji. Miło będzie rano obudzić się i wciąż widzieć. Z ciekawości jednak jeden próbuję i chwalę :" Mocny!!!"   "Jak sowiecki sojuz"" - śmieją się. Wbrew moim chęciom rozmowa niebezpiecznie zbacza na tematy polityczne. Póki słyszę utyskiwania na korupcję, na napychanie własnych kieszeni przez najwyższe władze, na nieudolność rządu i mogę tylko potakiwać jest o.k. Przysłowiowej oliwy do ognia dolewa Jan pytając najmłodszego z towarzystwa, Bohdana, kto jest jego idolem. Ten bez zastanowienia odpowiada :"Stefan Bandera". Sztywnieję ale szybko się opanowuję i zmieniam temat: "Chcielibyście aby Ukraina została członkiem UE?".  Wszyscy krzywią się:  "Będzie tylko więcej złodziei do wykarmienia". Potem opowiadają o swoim życiu, o niemożności znalezienia pracy w miejscu zamieszkania, o wielomiesięcznej rozłące z rodziną.
Panowie piją w dość ostrym tempie zatem szybko rozchodzą się spać. Mam jak zwykle kłopoty z zasypianiem, żałuję teraz, że nie strzeliłam na "drugą nóżkę".
      Następnego dnia podróż wyjątkowo się dłuży, w końcu koło 15 tej dojeżdżamy do Symferopola. Jesteśmy zbyt zmęczeni aby jechać do Eupatorii tak jak planowaliśmy, decydujemy się zanocować w "komnatach oddycha" na dworcu. Dostajemy luksusowy pokój  z  łazienka za 300 hrywien, podobno ostatni wolny. Akurat! Bujać to my a nie nas...Obiad jemy w  jednej z przydworcowych knajpek a potem idziemy na zakupy.


W supersamie, przy stoisku monopolowym, dostajemy oczopląsu- wybór i ceny zdecydowanie poprawiają nam humor. Krótka przechadzka ulicami i wracamy do "domu". Dworzec w Symferopolu przypomina średniowieczny zamek, wokół którego rozbudowano podzamcze - miasto. Im dalej od dworca tym nie tylko bardziej pustawo ale i biedniej za to taniej. Wracamy w samą porę gdyż nad miastem rozpętała się burza. Delektując się pierwszym drinkiem na Krymie obserwuję  prawdziwe oberwanie chmury. Pod naszym oknem dwie parki namiętnie się całują. Nagle z łazienki wychodzi Jan ze zbroczoną buzią - tak paskudnie zaciął się przy goleniu, że trudno zatamować krew. Pomaga dopiero skrawek papieru toaletowego. I... dobry środek dezynfekujący...

Geen opmerkingen:

Een reactie posten