20221207

leon

 Pociąg do Leon. 
Druga klasa, a co za luksus!
I jakie widoki za oknem
     Patrząc na coraz bardziej pofałdowany krajobraz, chylę czoła przed pielgrzymami, którzy raz po raz pokonują takie wysokie wzgórza. Jeszcze nie wiem, że kłaniam się i samej sobie...tej Asi z przyszłości...  
   W naszym przedziale podróżuje też rodzina z seniorką rodu na czele, panią - chyba ponad stuletnią. Pamięć wiekowej współpasażerki musi być bardzo wybiórcza- staruszka tylko kojarzy, iż na stacji trzeba wysiąść, ale zapewne nie wie już na której, zatem gdy pociąg zatrzymuje się lub zwalnia, babcia podrywa się z siedzenia i z energią, zwinnością nastolatki, wyrywa się ku wyjściu.
Podziwiam jej krewniaków, którzy z niebywałą cierpliwością, spokojem pędzą za seniorką i grzecznie coś tłumacząc prowadzą z powrotem na fotel. Jesteśmy tak zaaferowani całą sytuacją, że przy wysiadaniu w Leon, czując oddech starszej damy na plecach, odruchowo przysuwamy się do siebie, zarazem blokując jej wyjście. A jednak, do dzisiejszego dnia, podczas bezsennych nocy, targa mną watpliwość: dopomogliśmy rodzinie czy staranowaliśmy próbę staruszki ujścia z rąk znęcających się nad nią rodzinnych oprawców. Pozory mogą mylić. 
 Nasz pokój w Leon jest całkiem przyzwoity,
ale hostel sprawia wrażenie wymarłego, więc zaraz po zameldowaniu się wyskakujemy do miasta.


Ach, jakże piękna jest katedra nocą
jakże wzruszające są te symbole
   Następnego dnia budzimy się bardzo wcześnie. Śniadanie w hotelu wliczone w cenę pokoju to filiżanka kawy i parę herbatników. Nie kaprysimy, bo pogoda przecudowna, a po drodze na plac katedralny przystajemy wielokrotnie z zachwytu nad urodą miasta.
Poza tym widzimy pierwszych pielgrzymów już naprawdę "w drodze".
   Wiedziałam, że katedra w Leon to jedna z najpiękniejszych świątyń w Hiszpanii i mam bogatą wyobraźnię, ale rzeczywistość przerasta wszelką imaginację.
i katedra za dnia i Starówka
i murale
i kwiatki w oknach
trochę oszołomieni urodą centrum miasta, trochę zmęczeni wysoką temperaturą ( Starówka duża nie jest), troszkę emocjonalnie wyczerpani, padamy na tarasie kawiarni na placu Św. Marcina. Przyczepiamy do plecaków zakupione w tutejszym sklepiku z pamiątkami, muszle Św. Jakuba.
Tu i radość nas ogarnia i strach - bo już jutro, prawdziwy początek naszego camino, a czy damy radę...? Rozmarzeni, ale i nieco zatrwożeni wsiadamy do pociągu do Ponferrada.

Geen opmerkingen:

Een reactie posten