20180716

camino dzien pierwszy


Rankiem, Sarria otulona jest szarym szalem mgły. Cieszy mnie ten widok, gdyż zapewnia ładną i prawdopodobnie bezdeszczową pogodę. Wychodzę przed budynek na papierosa i rzeczywiście jest dużo cieplej niż wczoraj o tej porze. 
Plecak zostawiamy w pokoju z mieszanymi uczuciami. Zobaczymy go jeszcze? Nie sądzimy, aby ktoś połasił się na stare ciuchy, lecz nie wiemy jak solidna jest firma przewozowa, czy naprawdę  bagaż dotrze na nasz następny nocleg, czy trzeba będzie po niego wracać taksówką....No nic, pożyjemy, zobaczymy, jakkolwiek mnie . Panne Proznisie, zgrozą napawa mnie myśl o przejściu drogi tylko w dwóch bluzkach. Jeszcze tylko obowiązkowa fotografia przed Capilla de San Lazaro - kaplicą z XVIII wieku, która jest jedyną pozostałością po funkcjonującym niegdys w Sarii szpitalem dla trędowatych pielgrzymów, po czym, równo o dziewiątej, stawiamy pierwsze kroki na naszym Camino. Niestety, nigdzie po drodze nie ma otwartego baru, albergue, gdzie moglibyśmy uzyskać pierwszą pieczątkę w naszym credencialu. Oprócz dwóch miejscowych staruszków, nie ma na ulicy żywego ducha - albo wstaliśmy zbyt późno, albo przesadzono w internetowych relacjach z ilością pielgrzymów rozpoczynających Camino de Frances w Sarii. Kierując się oznaczonymi słupkami, lekko wspinając się dochodzimy do średniowiecznego mostu Ponte Aspera i tu okazuje się,  że internauci jednak nie kłamali - z ulicy przed lewą stroną mostu napływa nieprzerwanie potok ludzi: wielu pojedyńczych pielgrzymów i par takich jak my, ale znakomitą wiekszość stanowią grupy młodzieży. Między tą masą niezgrabnie lawirują pielgrzymi na rowerach.
Podchodzą do nas dwie dziewczyny na migi prosząc o wypełnienie ankiety. Wpisujemy swoje dane i zbyt późno zauważamy, że domniemana ankieta jest tak naprawdę deklaracją wpłaty datku na jakiś dobroczynny cel. Napisana jest po hiszpańsku, licho wie, może to zrzutka na fajną imprezę, a ja nawet nie wiem gdzie i kiedy mam się tam stawić. Trochę nam głupio się wycofać, więc z nieco kwaśnymi minami wrzucamy do puszki po dwa euro, mimo iż kwestarki próbują nas zawstydzić szczodrością innych i pukają palcem w kartkę wskazując deklarację dobrych chrześcijan składająch ofiarę z 10 euro. Wzruszam ramionami i z kolei pukam palcem w miejsce gdzie napisałam nazwę kraju z którego przyjechałam. Holanda - chyba wszystko jasne, nie?!
Idziemy dalej, chyba jak na caminowskie standardy w ślimaczym tempie, bo wyprzedza nas każdy, i starsi i młodsi,  tak zresztą już będzie do końca naszej wędrówki.  Nie martwi nas to zbytnio, nocleg mamy zarezerwowany, przed sobą cały dzień, a młodzież hiszpańska jest bardzo muzykalna i dzieli się po bratersku z resztą peregrynujących swoją pasją. Lubię przeboje latynoskie na parkiecie tanecznym, na łonie natury - niekoniecznie. Po przejściu przez niestrzeżone tory kolejowe zostajemy na samym końcu ogona, już tylko z daleka dobiegają nas głośne rozmowy i ostatnie dźwięki "...ai, se eu te pego...", oddychamy z ulgą, mijamy niezwykłe drzewo, no i wtedy.... zaczynają się "schody"...!
Wdrapujemy się na górę po prawie pionowej ścianie. Koszulka zaczyna mi się lepić do pleców,  serce wali w piersiach jak oszalałe, w skroniach łomocze, w gardle drapie, mam mdłości. Przypomina mi się informacja o pielgrzymie, który po przejściu prawie 800 km zmarł nagle na atak serca 10 km przed Santiago. "A ja przejdę do annałów katedry jako pielgrzym, który padł już po pierwszym kilometrze" przelatuje mi przez głowę.
 I to ma być urlop! Nie żałuję sobie i głośno narzekam i lamentuję.
 "Goeie morgen" ("Dzień Dobry"- niderl.) pozdrawia mnie mijający mnie mężczyzna uśmiechając się pokrzepiająco. Ups! Zapomniałam, że gros pielgrzymujących stanowią "nasi"; co za szczęście, że wędrówka z religijnym celem i nie klęłam siarczyście. Holender, podpierając się dwoma kijkami, pokonuje stromizmę ze zwinnością wiewiórki. Spoglądam na niego z  zazdrością, też chciałam kupić takie kijki jeszcze w Rozenburgu, ale Jan nie był zachwycony pomysłem a i córka mnie zbeształa: "Będziecie wyglądać jak ludzie z Klubu Seniora".  "Emiluś, ale my właściwie jesteśmy starzy" odpowiedziałam. "Ale nie TACY starzy" dobitnie zaznaczyło dziecię. Teraz okazuje się, że jesteśmy jednak "TACY"!
 W końcu, żywi! osiągamy szczyt - spowity w mgle rozległy płaskowyż. W szarej mglistości świat wygląda nierealnie, mamy wrażenie jakbyśmy dryfowali  między ziemią a niebem. Niewyraźne sylwetki innych pielgrzymów wyłaniające się z oparów potęgują to doznanie.
Dochodzimy do pierwszej wioski Vilei i tu w Casa Barbadelo zatrzymujemy się na kawę.  W barze- sklepiku zauważam kijki pielgrzyma za 8,50 i natychmiast je kupuję. Pieczętujemy też nasz credencial. Pierwszy stempel - ach! jacy jesteśmy dumni!
Ośmioosobwa grupa amerykańskich pielgrzymów przy sąsiednim stoliku przyciąga moją uwagę. Są mniej więcej w naszym wieku, wyluzowani, z odpowiednim dystansem do siebie samych i do sytuacji; słysząc dowcipne uwagi, w których się prześcigają rozumiem, że są to ludzie "znający Józefa".
 Proszą Jana o zrobienie im wspólnej fotografii, jedna z babeczek woła w kierunku
 kamery: "Ale tak, żeby nie było widać podwójnych podbródków". Jan, przyzwyczajony do takich uwag z mojej strony, kiwa głową ze zrozumieniem i dodaje: "Wciągnąć brzuchy!". Panie parskają
śmiechem ale panowie automatycznie się prostują.
Siedzimy tu w naprawdę międzynarodowej kompanii: oczywiście najwięcej jest pielgrzymów z Hiszpanii, ale także z USA, Filipin, Nowej Zelandii, Niemiec, Litwy.
Do Amerykanów podchodzi ich ziomek, który na pytanie "A gdzie jest twoja żona?" odpowiada jakoś tak pogardliwie: "Ach, wlecze się gdzieś z tyłu. Znów nawiązała nowe znajomości i klepie jadaczką jak kaczka". Reszta towarzystwa nawet grzecznościowo nie uśmiecha się na tę uwagę, we mnie też osobnik wzbudza antypatię.
 Idziemy dalej, sami, już w pełnym słońcu, drogą oddzieloną  od pastwisk albo kamiennymi murkami porośniętymi mchem i bluszczem, albo pionowo ustawionymi płaskimi kamieniami kojarzącymi się z menhirami.  Galicja bogata jest w megalityczne zabytki  jak dolmeny i menhiry, ale tu nietypowe ogrodzenie wydaje mi się raczej efektem praktycznego wykorzystania materiału leżącego na polach, niż nawiązaniem do celtyckiej tradycji.
 Mijamy urocze kamienne mosteczki, łąkę na której skrzące się jeszcze kroplami porannej rosy pajęczyny przypominają meduzy w Bałtyku.
Napotykamy pierwszy na naszej drodze "horreos" - typowy galicyjski spichlerz do przechowywania upraw, głównie kukurydzy. Ten jest niewielki. Horreros są różnej wielkości od około 1 metra do ponad 10 metrów długości,  niektóre mają nawet podwójne piętro. Granitowe słupki podtrzymują kamienne podłogi chroniące zbiory przed gryzoniami, ścianki boczne wykonane są z drewna lub z cegły . Dach jest zwykle kafelkowany, a na jednym lub obu końcach ustawiony jest mały krzyż.
Galcja nazywana jest krainą kamieni.Wszystkie domy, garaże, zabudowania gospodarcze zbudowane są z tego budulca. Pewnie dlatego tak dużo ocalało tu starych drzew.
Spotykamy coraz mniej pielgrzymów, natomiast śladów po nich mnóstwo.
Dla ułatwienia drogi pątnikom i turystom władze prowincji Galicja ustawiły słupki z drogowskazem i  informacją o ilości kilometrów, które dzielą od Santiago de Compostella. Wdzięczności nie doczekali się, ze słupków wandale powyrywali tabliczki informacyjne. I po co? Komu pochwalą się zdobyczą? Gronie przyjaciół? Toż od razu dadzą świadectwo, iż są po prostu chuliganami. Jeszcze bardziej denerwują mnie grafiti wypisane na bramach czy nawet ścianach prywatnych domów. Ciekawe jak zareagowałby taki jeden z drugim bydlak gdybym  namalowała na jego chałupie ogromniasty napis : "Jezus Loves You" ( bo i z tego typu sentencjami nierzadko spotkaliśmy się). Czy ucieszyłby się, że ja, obcy człowiek, nie szczędząc trudu, bezinteresownie dzielę się Dobrą Nowiną?
Jednak głównie napisy uderzają w takich jak my pielgrzymów zaczynających swoją drogę w Sarii, czyli wg. nich nieprawdziwym , bo ten prawdziwy stawia pierwszy krok u podnóża Pirenejów.  
"Jezus nie zaczynał w Sarii!" wali mi w oczy spory napis:
 " W Roncesvalles  czy w Saint Jean Pied de Port też nie " myśle sobie.
 " Bez bólu nie ma glorii !" czytam kolejny.
Nooo...wyobrażam sobie co powiedzieliby mi moi bliscy gdybym zapowiedziała 800 kilometrową wędrówkę na ich cześć, podzieloną na etapy po  30 km dziennie:  Mamusia - "Ależ nawet mowy nie ma! ",   brat - "Zgłupiałaś siostra!?"  Oboje lubili komfort i na  nasze backpakerskie podróże spoglądali zawsze z lekkim rozbawieniem, ale i z niepokojem o nas.
 Te złote myśli, od których roi się na camino, wbrew zamierzeniom autorów, nie konfrontują nas z własną małością, raczej lekko irytują młodzieńczą butnością  i śmieszą wyświechtaniem. Szczerze podziwam pielgrzymów, którzy rozpoczęli pątniczą drogę w Pirenejach, ale na to po prostu nie mamy czasu. Poza tym nie jestem Sw. Aleksym, mam zamiar przejść stukilometrowy dystans, który jest wymagany przez władze kościelne dla uzyskania composteli, a nie ubiegać się o palmę
męczeństwa.
Na szczęście cudowne widoki po drodze i ciepłe pozdrowienia- "Hola!","Buon Camino!", mijających nas pielgrzymów łagodzą wzburzone nerwy.
 Po dwóch godzinach, w najbliższym albergue zatrzymujemy się na śniadanie, choć jedyne wolne miejsca znajdujemy przy stoliku, przy którym siedzi znany nam z poprzedniego postoju mąż rozgadanej Amerykanki. Od czasu do czasu coś pomrukuje słuchając przez słuchawki muzyki. Sądzimy, iż podśpiewuje razem z piosenkarzem, dopiero po dłuższej chwili domyślamy się, że mruczanka skierowana jest do nas.  Mieszkańcowi San Diego nie przeszkadza  początkowy brak responsu z naszej strony, bo nie tylko jego żona, ale i on, delikatnie ujmując, lubi mówić! Opowieść o swojej wnusi ilustruje dziesiątkami zdjęć malucha. Dziewczynka, mała Indianeczka, jest  prześliczna, no ale ile fotek jednego dziecka można oglądać ...
Nas pyta tylko skąd jesteśmy i w jakiej miejscowości rozpoczeliśmy nasze camino. Słysząc nazwę Saria pogardliwie prycha: "Ach, czyli tzw. pielgrzymi 100 kilometrów". Na szczęście monolog przerywa przyjazd taksówką! jego żony i jej nowych przyjaciółek. Jej pierwsze pytanie brzmi: "Podstemplowałeś credencial?" Rzeczywiście, na stole leżą dwa paszporty, jej i jego, czyli on idzie, ona jedzie. Aaaaa... tak to i ja potrafię "przejść" setki kilometrów.
Pokrzepieni sokami ze świeżo wyciskanej pomarańczy i bułeczkami - zapiekankami z serem kontynuujemy wędrówkę. Teren jest w znakomitej większości płaski a widoki wprost fenomenalne. Dochodzimy do wioski, gdzie podziwiamy kościółek pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny.  Oryginalna świątynia z XII wieku stała pierwotnie w innej części wioski, a w 1798 roku została przeniesiona kamień po kamieniu na obecne miejsce. Kościół otacza charakterystyczny, galicyjski cmentarzyk.
 Na placyku przed kościołem stoi ogromna kamienna chrzcielnica.
Okazuje się, że nie tylko my wpadliśmy na pomysł umieszczania po drodze zdjęć bliskich . Naszą uwagę przyciąga fotografia Katie - w tekście pod jej podobizną prosi się o modlitwę za wszystkie osoby, które zmarły na skutek chorób psychicznych.
Mijamy słupek informujący, iż od Santiago de Compostela dzieli nas równo 100 km.
W kolejnej wiosce, przy budynku jednej z farm stoi starszy pan , który zaprasza nas na zadaszone podwórze, gdzie można posilić się miejscowymi smakołykami. Nie jesteśmy głodni, bardziej z ciekawości korzystamy z zaproszenia. Na stole stoją pojemniczki z owocami, warzywami, serami, wędlinami.- można jeść ile dusza zapragnie a zapłacić donativo, co łaska. Wrzucam do puszki trzy euro i wybieram dwie kiście winogron. Owoce są malutkie i niesmaczne, z zazdrością zerkam na dwóch austriackich pielgrzymów, którzy delektują się kieliszek za kieliszkiem słynną galicyjską cytrynówką. Gospodarz w pewnym momencie dochodzi do wniosku, że chłopaki mają dosyć i zabiera im butelkę , po czym proponuje gestem Janowi kielicha, a gdy ten przecząco kręci głową, szczelnie ją korkuje i zanosi nalewkę gdzieś w czeluście domostwa. Nie wpadł niestety na myśl, iż na świecie istnieją damy, które potrafią pić jak sierżant kawalerii...
Jest szesnasta , gdy wkraczamy na teren naszego pensjonatu w Mercadoiro. Przeszliśy dziś 17 km -jeden z najdłuższych etapów naszego camino. Owszem, jesteśmy nieco zmęczeni, ale poszło dużo łatwiej, niż się spodziewaliśmy. Dzięki zastosowaniu się do porad, by często odpoczywać, zmieniać choć dwa razy dziennie  skarpetki, wietrzyć stopy, "szkody" ograniczają się u mnie do dwóch malutkich bąbelków wielkości pestki od jabłka ( króre i tak zaschną następnego dnia). Jana nogi są w nieskazitelnym stanie.
Właściciel pensjonatu prowadzi nas do pięknego. stylowego pokoju, gdzie czeka na nas, hurra! nasz plecak. Pensjonat położony jest na rozległej łące, na której opalają się trzy starsze panie - mimo późnej pory słońce solidnie przypieka. Jan zajmuje ostatni wolny leżak, a ja uciekam w cień parasola na tarasie. Przeglądam zdjęcia, zaglądam na facebooka, uśmiecham się pokrzepiająco do mijających naszą restaurację pielgrzymów. Wiem, że następny nocleg znajdą dopiero 4 km dalej w Portomarin.Na kolację zamawiam specjalność Galicji - Caldo Gallego , która okazuje się naszą szczawiową z dodatkiem białej fasoli, oraz tortillę. Na Jana talerzu trzy kiełbaski chorizo pływają w czerwonej wodzie imitującej sos pomidorowy. Na deser otrzymujemy zakalcowaty placek migdałowy. Zatem nie jest to posiłek,  który będziemy jeszcze latami wspominać.W dodatku, kelner albo nie dosłyszał, albo nie chciał dosłyszeć, i przynosi nam całą butelkę wina zamiast zamawianych dwóch kieliszków. Butelka kosztuje ( auć!) 12 euro, lecz muszę przyznać, że wino jest wyjątkowo smaczne.Wg. Centrum Studiów Galicyjskich najlepsze wina z tego regionu to właśnie wina białe, z których najbardziej popularnymi są mlode wino Ribeiro i leżakowane Albarino. My, naprawdę! delektujemy się miejscowym Casa Marcado.
Rachunek za kolację też jest wysoki, zupełnie nieadekwatny do jakości i ilości potraw!
Przez całe popołudnie z głośników brzmi relaksująca muzyka zen, ta sama płyta nastawiana wciąż i wciąż od nowa Po kilku godzinach słuchania nie uspakaja a wręcz irytuje zatem ten piękny, ciepły wieczór spędzamy we własnym pokoju. Kamienne mury tak dobrze trzymają chłód, że po godzinie podkręcamy ogrzewanie i opatulamy się kocami.
Mimo zmęczenia i luksusowych warunków nie mogę zasnąć, przewracam się z boku na bok do rana.


zdjecia po drodze slupek 100 kmlawka dla pielgrzyma farma donativo potem bykow mercadoiro pokoj, kolacja muzyka



De steen kruisen in Galicië maken deel uit van het landschap zijn volledig geïntegreerd in het, is te vinden op kruispunten, dorpen, begraafplaatsen, en op veel plaatsen, want hoewel in de meeste gevallen is het doel van de bouw was om genade te verkrijgen, dankzij gunsten, dan kunt u time-outs of ter bescherming van gewassen, ook voldaan aan de missie van het begeleiden van pelgrims en muildierdrijvers of markeren de grenzen van de parochies, eigenschappen of rechtsgebieden, soms ook een louter decoratieve functie geserveerd.Het is waarschijnlijk dat het Galicische cruceiro zijn oorsprong vindt in Ierland tijdens de S.VI en VII ter gelegenheid van de kerstening van Keltische symbolen, later verschijnen de preken van steen die worden gebruikt om het volk christelijk op te voeden, men gelooft dat tijdens de S.XI en XII Deze gebruiken komen aan in Galicië via de Camino de Santiago, waar de tribunes worden gebruikt om te rusten, later wordt de romp of varaal opgenomen, waarmee de processiekruisen worden geïmiteerd, het moment dat wordt beschouwd als de van Cruceiro's geboorte, als zodanig.Hoewel sommige auteurs verdedigen het bestaan ​​van Romaanse exemplaren, die tot nu toe niet in staat om de ware geboorte controleren van Cruceiro optreedt tijdens de gotische periode is geweest, de oudste specimen we kunnen zien op de weg, is in de moedertaal Melide van S .xiv.
De cruceiros bestaan ​​uit: 
Platform . - Zittend op een verspringende manier gebruikt om te rusten, sommige auteurs zeggen dat het symbool staat voor Golgotha
Voetstuk .- Het is de basis van de wervelkolom of varal, heeft zijn oorsprong in de monolieten en Romeinen de eerste kruisingen in sommige sokkels miliarios zichtbaar gesneden motieven met een schedel of een slang (symbool van dood en zonde werden ) evenals anderen zijn altaarstukken van zielen.Varal .- Is de kolom waarop het kruis stijgt, ook bekend als stam, gewoonlijk cilindrisch of achthoekig en wordt vaak gevonden gebeeldhouwde verschillende symbolen, van heilige schedels, salamanders of figuren van Adam en Eva.Capitel .- Het bevindt zich boven de varal, er zijn verschillende vormen en stijlen, vaak versierd met bloemen of gezichten van gevleugelde engeltjes.Er zijn ook mensen die zo nederig zijn als Bon Xesús, in El Camino de Finisterre, waar de hoofdstad een eenvoudige rots is. In sommige gebieden kunnen we ook een aantal exemplaren zien, waar de hoofdstad wordt vervangen door een soort kapel, waarin de Maagd wordt afgebeeld, bekend als capelea kruimels.Cruz .- Het is het grootste deel van de cruceiro, aan de ene kant de kruisiging van Jezus en aan de andere kant de pijn van Maria.

Onder de verschillende gevonden definities van Cabaceiro, noemen we er maar twee: 
.- Cabaceiro staat bekend als een schuur in de vorm van een bel, gemaakt van staven en bedekt met stro of bezems van willekeurige grootte en dient, net als de graanschuren, om maïs op de spijker op te slaan en te verharden..- In veel gebieden van Galicië worden Cabaceiros uitsluitend die gebieden genoemd die verweven zijn met staven van kastanje, eik of wilg en waarvan de vorm rond is.Het is waar dat in de beschrijvingen die gevonden zijn, de meesten het erover eens zijn dat het een kleine constructie is, gemaakt met verweven houtstaven, klokvormig of cilindrisch en met plantaardige dekking, afhankelijk van het gebied waarvan het belangrijkste gebruik was om producten te bewaren voor binnenlandse consumptie, waarvan er één de naam kon geven, aangezien de Cabazas (pompoenen) die van groot nut waren in dit land, er een was die gewoonlijk bevatte.Het vreemde is dat langs de hele weg Galicia, maar vinden een half dozijn exemplaren, allemaal in de laatste fasen van de Franse Way.

De aanwezigheid van deze constructies langs het pad, afhankelijk van de gekozen om dichter bij Galicia krijgen, route als we de Primitivo of de Franse we gaan bijna een dag voor Galicië om ze heel vaak te zien, maar als we langs de kust, lang voordat we de Eo overstaken (rivier die Asturië scheidt van Galicië) en we zullen de aanwezigheid ervan opmerken.
De vorm en grootte is ver van de Asturiërs , Galiciërs zijn rechthoekig, meestal ongeveer 5 m meten. lang (in staat om een ​​kopie te bereiken, meer dan dertig) met 1,5 m. breed en ongeveer 2 m. van hoogte.

Op basis hiervan wordt de hórreo-kist of -kamer gebouwd, meestal gemaakt van kastanjehout, versterkt op de hoeken door stenen pilaren, die tegelijkertijd dienen als de basis voor het dak, de zijpanelen en ook het hout van steen of baksteen volgens de zones, met openingen, gunstig gelegen, zodat regen niet binnenkomt en de circulatie van lucht in de hórreo vergemakkelijkt.Zijn dekking tot twee wateren, meestal van leisteen of tegels, is gebruikelijk om te zien hoe ze worden afgewerkt met een of ander sierelement, dat het meest wordt gebruikt voor het kruis.
De geleidelijke stopzetting van plattelandsgebieden, het verschijnen van andere opslagmethoden en het gebrek aan institutionele bescherming, veroorzaken het verdwijnen van dit nuttige, nieuwsgierige en in andere tijden overvloedige traditionele architecturale juweel. EG . Aan het begin van bedevaarten, rug s.IX en X, de demonstratie dat in Santiago was geweest te nemen met een badge met de schelp ( coquille ), waarmee zelfs vele pelgrims werden begraven. Het belang op dat moment van het embleem was erg groot, omdat het een soort van veilig gedrag werd dat het betalen van tol, toegestane doorgang door plaatsen en vele andere voordelen vermeed. Toen ze naar de stad kwamen, brachten de pelgrims gewoonlijk inwijdingsbrieven van hun oorspronkelijke parochiepriesters; en terwijl ze vertrokken, vertrokken ze met het insigne dat rechtvaardigde dat ze op een pelgrimstocht naar Compostela waren aangekomen.

Al snel werd echter aangetoond dat de insignes gemakkelijk te vervalsen waren, in de mate dat ze zelfs zo ver gingen om excommunicatiebeslissingen uit te vaardigen voor degenen die valse sint-jakobsschelpen produceerden of droegen .

Om deze reden begonnen ze al in eeuw XIII de Probatory Letters af te leveren , echte voorgangers van de huidige Compostela . En na de oprichting van het Koninklijk Ziekenhuis door de Katholieke Vorsten, de huidige herberg, mochten met dit Handvestpelgrims de nacht doorbrengen daar voor 3 nachten, tijd genoeg overwogen om de Jacobijnse riten in de stad van de Apostel uit te voeren.

En de Cabildo van Compostela bleef eeuwenlang deze certificering aan de pelgrims geven. Momenteel is de levering van de Compostela beperkt tot degenen die om religieuze redenen naar Santiago komen; de afgelopen 100 km gereisd hebben. te voet of te paard; en de laatste 200 op de fiets. De enige uitzondering is als het gaat om mensen met beperkte mobiliteit, die zonder motor in een rolstoel kunnen komen.

Vandaag gaan we niet praten over routes, kloosters of prachtige monumenten die de Camino oversteken, maar over het medicijn van de Camino zelf. 
De Senecio Jacobea is het Jacobskruiskruid, bekend voor het verbeteren van de bloedsomloop of ontsteking van de huid. Deze eigenschappen waren bijna 2000 jaar geleden al bekend in de Romeinse geneeskunde. En die kennis werd door de Jacobijnse pelgrims gebruikt en overgedragen door de eeuwen heen. Zelfs in populaties die deel uitmaken van de route, mensen trokken hun zieken buiten het huis om te vragen om hulp aan de pelgrims, die voorbijging, indien zij wisten van geen remedie voor hun kwalen.

.Setki starożytnych kamiennych zabytków takich jak dolmeny, menhiry i megalityki Tumulus został wzniesiony w okresie prehistorycznym w Galicji, wśród najbardziej znanych są Dolmeny Dombate, Corveira, Axeitos z Pedra da Arca, menhirzy jak "Lapa de Gargñáns". Od czasów żelaza epoki Galicji mają bogate dziedzictwo oparte głównie na wielkiej liczbie fortów na wzgórzu, niewiele z nich wykopano jak Baroña, Sta. Tegra, San Cibrao de Lás i Formigueiros. Wraz z wprowadzeniem starożytnej architektury rzymskiej rozwinął się bazylikę, castrę, mury miejskie, miasta, wille, rzymskie świątynie, rzymskie drogi i rzymski most Ponte Vella. To byli Rzymianie, którzy założyli niektóre z pierwszych miast Galicji, takich jak Lugo i Ourense. Być może najbardziej znanymi przykładami są rzymskie mury Lugo i wieża Herkulesa w A Coruña.

Najstarsze zaświadczenie o ludzkiej obecności w Galicji zostało znalezione w jaskini Eirós, w gminie Triacastela, która zachowała pozostałości zwierząt i neandertalskie obiekty kamienne ze środkowego paleolitu. Najwcześniejszą kulturą, która pozostawiła znaczne ślady architektoniczne, jest kultura megalityczna, która rozciąga się wzdłuż zachodnich wybrzeży w czasach neolitu i kalcolityzacji. Tysiące megalitycznych tumuleli są rozmieszczone w całym kraju, ale głównie wzdłuż wybrzeży. [17] W obrębie każdego tumulusa jest kamienna grobowa wieża znana lokalnie jako anta (dolmen), często poprzedzona korytarzem. Galicja została później pod wpływem kultury Bell Beaker. Bogate złoża minerałów z cyny i złota doprowadziły do rozwoju hutnictwa epoki brązu, a także do handlu artykułami z brązu i złota wzdłuż wybrzeża Atlantyku w Europie Zachodniej. Wspólna kultura elitarna ewoluowała w tym regionie podczas Atlantyckiego Epoki Brązu.The area now called Galicia was first inhabited by humans during the Middle Paleolithic period, and it takes its name from the Gallaeci, the Celtic people living north of the Douro River during the last millennium BC, in a region largely coincidental with that of the Iron Age local Castro culture. Galicia w



De eerste is het niet-officiële symbool van Galicië, bekend als de "horreos". Dit zijn meestal lange smalle graanwinkels (of granaries) die alle vormen van graan en landbouwproducten beschermend houden en rijpen. Zoete maïs was het meest voorkomende gewas dat in hen opgeslagen zou worden, maar ze zullen bijna alles overnemenDe reden waarom "horreos" zo belangrijk zijn, is vanwege hun unieke en onderscheidende uitstraling en het feit dat ze zo goed harmoniseren binnen het platteland waarin ze zijn gebouwd. Ze variëren van zo'n 1 meter tot meer dan 10 meter in lengte en sommige zijn zelfs een dubbele verdieping in hoogte. De meest bekende horreo is de "Carnota horreo" die ongeveer 20 meter lang is en geheel gebouwd is van graniet (bar het dak). Traditioneel zijn ze gemaakt van graniet, verhoogd op poten met knaagdierbestendige soffits, en hout- of granietzijdepanelen. Het dak is meestal betegeld en er is een klein kruis bij één (en mogelijk) beide uiteinden. Toegang wordt verkregen door ofwel schommeldeuren aan de smalle uiteinden, of het verwijderen van de houten zijpanelenMet de omvang van de moderne landbouw zijn de horreos niet meer praktische opslageenheden en worden ze niet meer voor landbouwgebruik geconstrueerd. Dat gezegd zijnde, zij blijven zo populair als ooit en de bonus om een ​​in een perceel te hebben, in verband met een eigendom, wordt gezien als zeer wenselijk. Veel huiseigenaren zullen ook betalen om een ​​oude horreos "gemaakt goed" of een nieuw gebouwd, uitsluitend voor de show te heb
 Ziekenhuizen op de Camino de Santiago zijn snel opgekomen en het kan gezegd worden dat ze de belangrijkste infrastructuur van de Route werden. De stadia die de pelgrims aflegden, waren - bijna zoals vandaag - gemarkeerd door deze plaatsen die werden onderscheiden van de andere huizen met verschillende tekens op de deuren, zoals sint-jakobsschelpen of kruisen. Veel van deze ziekenhuizen werden bediend door religieuze of militaire orders. Deze gebouwen, met het verstrijken van de tijd, veranderden van eenvoudige huizen tot rijke en enorme gebouwen zoals het huidige Hostal dos Reis Católicos in Santiago of het Hostal de San Marcos in León. Deze gebouwen, van zulke grote afmetingen, hadden al afzonderlijke afhankelijkheden voor pelgrims en pelgrims, evenals grote eetzalen en pati


Geen opmerkingen:

Een reactie posten